Wakacje jakoś nie idą w parze z przesiadywaniem w Internecie. Idą za to w parze z relaksowaniem się w cieniu czereśni, spacerami, czytaniem książek i planowaniem nadmorskich i mazurskich wojaży. Stąd tak niewiele letnich postów na moim blogu.
Ponieważ jednak czas jagodobrania niedługo się skończy, postanowiłam zapisać na blogu częste ostatnio w naszej kuchni ciasto z jagodami. Jest to moje drugie jagodowe (obok jagodowych muffinek) odkrycie tego lata. Ciacho przypomina trochę jedną wielką jagodziankę z duuuużą ilością jagód. Nie wymaga zbyt dużych nakładów sił i środków, co czyni je idealnym na tę część roku :-)
Kruche ciasto z nadzieniem jagodowym
Składniki (na okrągłą formę ok. 23 cm):
Ciasto:
- 3 szklanki mąki
- szklanka cukru
- kostka masła
- 4 żółtka
- łyżeczka proszku do pieczenia
Nadzienie:
- 3 szklanki jagód
- budyń waniliowy*
- niecałe pół szklanki cukru
Przygotowanie:
Mąkę mieszam z proszkiem do pieczenia i cukrem. Dodaję do tego żółtka i pokrojone w kostkę masło. Rozcieram, aby powstały mokre grudki. Następnie szybko zagniatam ciasto. Formuję kulę i chłodzę w lodówce ok. 30 minut. Formę smaruję masłem i wysypuję bułką tartą.
Jagody mieszam z cukrem i suchym budyniem. Blaszkę wylepiam dość cienko ciastem. Wykładam również brzegi. Niewielką część ciasta zostawiam, aby zetrzeć je na wierzch. Jeśli ciasta zostanie nam spora ilość (u mnie tak zazwyczaj się dzieje, bo lubię cienkie spody), można je zamrozić i wykorzystać do upieczenia kolejnego ciasta z jagodami :-) lub malutkich kruchych ciasteczek.
Jagody wylewam na ciasto (nie odcedzam ich, jeśli puszczą sok). Ścieram na nie pozostałe ciasto. Piekę ok. 50 minut w temperaturze 180 stopni. Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobre bo słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dobre bo słodkie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 lipca 2010
piątek, 9 lipca 2010
W Muffinkowie. Muffiny z jagodami i białą czekoladą
Muffiny lubię za ich kuszący wygląd, nieograniczone możliwości kombinowania z dodatkami no i przede wszystkim za krótki czas przygotowania! Od kiedy wreszcie kupiłam formę na muffinki, piekę je niemal co drugi dzień. Zmianie ulegają dodatki - w zależności od tego, jakie świeże owoce spodobają mi się na targu. Muffinki z jagodami są jak na razie moimi faworytami. Naprawdę trudno się im oprzeć :-)
Muffinki z jagodami i białą czekoladą
Składniki (na ok. 15 muffinek):
- 2 szklanki mąki
- 3/4 szklanki cukru
- 1 tabliczka białej czekolady bourbon-wanilia (Alpen Gold)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
- 400 gr jogurtu naturalnego
- 2 jajka
- 1/4 kostki roztopionego masła
- 30 dkg jagód
- cukier puder do posypania
Przygotowanie:
Do jednej miski wsypuję suche składniki i dokładnie mieszam. Do tego wrzucam wszystkie mokre i miksuję mikserem. Na koniec dodaję jagody oraz czekoladę pociętą na drobne kawałki i delikatnie mieszam łyżką. Wlewam do foremek i piekę w temperaturze 180 stopni przez ok. 25 minut. Przed podaniem posypuję cukrem pudrem. Smacznego!
Muffinki z jagodami i białą czekoladą
Składniki (na ok. 15 muffinek):
- 2 szklanki mąki
- 3/4 szklanki cukru
- 1 tabliczka białej czekolady bourbon-wanilia (Alpen Gold)
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
- 400 gr jogurtu naturalnego
- 2 jajka
- 1/4 kostki roztopionego masła
- 30 dkg jagód
- cukier puder do posypania
Przygotowanie:
Do jednej miski wsypuję suche składniki i dokładnie mieszam. Do tego wrzucam wszystkie mokre i miksuję mikserem. Na koniec dodaję jagody oraz czekoladę pociętą na drobne kawałki i delikatnie mieszam łyżką. Wlewam do foremek i piekę w temperaturze 180 stopni przez ok. 25 minut. Przed podaniem posypuję cukrem pudrem. Smacznego!
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie,
Na szybko
niedziela, 27 czerwca 2010
Gruszki, rodzynki, kardamon, wanilia = pyszny dżem
Zrobiłam próbę generalną i z przecenionych ostatnich w tym sezonie gruszek usmażyłam dżem gruszkowy. Słoiczek dżemu zniknął w okamgnieniu. Próba generalna udana, na jesieni słoiczków będzie więcej :-)
Jedyne co nie odpowiada mi w dżemie, to konieczność dodania do niego żelfixu (czy innego dżemixu). Niestety gruszki po rozgotowaniu są bardzo wodniste i nie umiem ich zagęścić (zbyt długie gotowanie sprawia, że wychodzi z nich zupełna papka). Może macie jakieś sprawdzone sposoby na naturalny dżem gruszkowy? Czy trzeba do niego dodać inne owoce?
Dżem gruszkowy z rodzynkami, kardamonem i wanilią
Składniki:
- 5 dużych gruszek
- cukier waniliowy (najlepiej z naturalną wanilią)
- 1/3 łyżeczki kardamonu
- pół szklanki rodzynek
- pół szklanki ciemnego cukru
- pół torebki żelfixu
Przygotowanie:
Gruszki obieram i kroję na niewielkie kawałki. Rodzynki zalewam gorącą wodą, następnie odcedzam. W dużym garnku smażę gruszki z rodzynkami. Pod koniec smażenia (zajmuje to nie dłużej niż 10-15 minut) dodaję przyprawy i cukier. Na około 3-4 minuty przed końcem smażenia wsypuję żelfix i chwilę gotuję. Wlewam do wyparzonego słoiczka. Pasteryzuję - gotując w garnku we wrzącej wodzie ok. 10 minut (na dno kładę ściereczkę).
Jedyne co nie odpowiada mi w dżemie, to konieczność dodania do niego żelfixu (czy innego dżemixu). Niestety gruszki po rozgotowaniu są bardzo wodniste i nie umiem ich zagęścić (zbyt długie gotowanie sprawia, że wychodzi z nich zupełna papka). Może macie jakieś sprawdzone sposoby na naturalny dżem gruszkowy? Czy trzeba do niego dodać inne owoce?
Dżem gruszkowy z rodzynkami, kardamonem i wanilią
Składniki:
- 5 dużych gruszek
- cukier waniliowy (najlepiej z naturalną wanilią)
- 1/3 łyżeczki kardamonu
- pół szklanki rodzynek
- pół szklanki ciemnego cukru
- pół torebki żelfixu
Przygotowanie:
Gruszki obieram i kroję na niewielkie kawałki. Rodzynki zalewam gorącą wodą, następnie odcedzam. W dużym garnku smażę gruszki z rodzynkami. Pod koniec smażenia (zajmuje to nie dłużej niż 10-15 minut) dodaję przyprawy i cukier. Na około 3-4 minuty przed końcem smażenia wsypuję żelfix i chwilę gotuję. Wlewam do wyparzonego słoiczka. Pasteryzuję - gotując w garnku we wrzącej wodzie ok. 10 minut (na dno kładę ściereczkę).
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie,
Przetwory
środa, 23 czerwca 2010
Migdałowa tarta z truskawkami
Na mój debiut w Weekendowej Cukierni wybrałam zaproponowaną przez Polkę Tartę migdałową z truskawkami. Tarta stanowi doskonałe połączenie - słodkiego, "marcepanowego" nadzienia z mielonych migdałów z kwaskowymi w tym roku truskawkami. Do tego idealnie kruchy spód z migdałowym aromatem... Tarta jest naprawdę grzechu warta :-)
Na pewno nieraz powtórzę ten wypiek, ale wtedy wprowadzę jedną drobną modyfikację - zmniejszę ilość dodawanego masła - zarówno do spodu jak i masy, bo po zjedzeniu jednego kawałka tarty czułam się jak po solidnym obiedzie...

Poniżej podaję przepis za Polką z moimi drobnymi zmianami.
Tarta migdałowa z truskawkami
Na pewno nieraz powtórzę ten wypiek, ale wtedy wprowadzę jedną drobną modyfikację - zmniejszę ilość dodawanego masła - zarówno do spodu jak i masy, bo po zjedzeniu jednego kawałka tarty czułam się jak po solidnym obiedzie...
Poniżej podaję przepis za Polką z moimi drobnymi zmianami.
Tarta migdałowa z truskawkami
Składniki:
Spód:
- 30 dkg mąki pszennej
- szczypta soli
- 50 g ciemnego cukru
- 10 dkg mielonych migdałów
- 18 dkg zimnego masła
- 2 jajka
- 4 krople esencji migdałowej
- szczypta soli
- 50 g ciemnego cukru
- 10 dkg mielonych migdałów
- 18 dkg zimnego masła
- 2 jajka
- 4 krople esencji migdałowej
Masa migdałowa:
- 35 dkg niesolonego masła
- 35 dkg cukru
- 35 dkg cukru
- 15 dkg mielonych migdałów
- 4 jajka
- 4 jajka
Wierzch:
Truskawki
Z mąki, soli, masła, jajek, cukru i esencji zagniotłam szybko ciasto. Chłodziłam je w lodówce ok. godziny. Następnie wylepiłam nim okrągłą blaszkę (należy zrobić wysokie brzegi, bo masy migdałowej wychodzi dość dużo i przy niskich rantach może wypłynąć) i chłodziłam dalszą godzinę. W tym czasie przygotowałam masę: masło ubiłam z cukrem, a następnie dodałam migdały. Potem zgodnie ze wskazówkami dodawałam po jednym jajku i ubiłam całość na gładką masę.
Spód upiekłam w temperaturze 160 stopni (w piekarniku z termoobiegiem) przykrywając go wcześniej papierem i wysypując na to fasolę, aby ciasto nie urosło. Czas pieczenia wynosił 15 minut. Następnie zdjęłam papier i fasolę i przyrumieniłam ciasto przez 5 minut. Na tak upieczony spód wylałam masę migdałową.
Całość piekłam w temperaturze 140 stopni przez 35 minut. Po całkowitym wystudzeniu i bezpośrednio przed podaniem na tarcie ułożyłam truskawki (truskawki nieprzykryte kremem, galaretką itp. niestety szybko zwiędły, dlatego warto częstować tartą zaraz po jej przygotowaniu).
Całość piekłam w temperaturze 140 stopni przez 35 minut. Po całkowitym wystudzeniu i bezpośrednio przed podaniem na tarcie ułożyłam truskawki (truskawki nieprzykryte kremem, galaretką itp. niestety szybko zwiędły, dlatego warto częstować tartą zaraz po jej przygotowaniu).
Deser palce lizać! :-) Smacznego.
środa, 16 czerwca 2010
Konfitura z płatków dzikiej róży
Pierwszy raz jadłam ją w herbaciarni "Same Fusy" na Starówce. Podano mi tam dwie łyżeczki bardzo ale to bardzo słodkiego zapachu dzikiej róży do herbaty... Teraz sama postanowiłam spróbować zamknąć ten zapach w słoiczku. Na ile próba będzie udana, okaże się gdy przyjdzie otworzyć złotą pokrywkę.
Płatki dzikiej róży w ilościach hurtowych zebraliśmy w Szerokim Borze na Mazurach, gdzie spędziliśmy ostatnią sobotę i niedzielę. Wakacje czas zacząć! :-D
Konfitura z płatków róży
Składniki:
- 25 dkg płatków dzikiej róży (oryginalny przepis radzi zebrać je o poranku, zaraz jak opadnie rosa - niestety nie napisali co zrobić, gdy od rana pada :-(
- 35 dkg drobnego cukru
- cytryna
Przygotowanie:
Od płatków obrywam białe końcówki. Ponoć dodają goryczki konfiturom. Następnie w dużej misce do ucierania, drewnianą pałką ucieram płatki z cukrem, dodając do smaku cytrynę. Trzemy tak długo, aż rozpuści się cukier - co w wolnym tłumaczeniu oznacza całą wieczność. Ja tarłam jakieś 30 minut, a i tak w płatkach pozostał drobny cukier. W międzyczasie dodajemy do smaku sok z cytryny.
Słoiczki - najlepiej małe - oraz pokrywki wygotowuję ok. 10 minut (na dno garnka kładę pieluszkę tetrową). W tak przygotowane słoiki wkładam konfiturę. Pokrywki przecieram spirytusem. Zakręcam. Trzymam w lodówce. Przepis znalazłam w dodatku chyba do "Naj" z zeszłego roku z przepisami na różnego rodzaju przetwory. Zwiększyłam ilość cukru o 10 dkg.
Płatki dzikiej róży w ilościach hurtowych zebraliśmy w Szerokim Borze na Mazurach, gdzie spędziliśmy ostatnią sobotę i niedzielę. Wakacje czas zacząć! :-D
Konfitura z płatków róży
Składniki:
- 25 dkg płatków dzikiej róży (oryginalny przepis radzi zebrać je o poranku, zaraz jak opadnie rosa - niestety nie napisali co zrobić, gdy od rana pada :-(
- 35 dkg drobnego cukru
- cytryna
Przygotowanie:
Od płatków obrywam białe końcówki. Ponoć dodają goryczki konfiturom. Następnie w dużej misce do ucierania, drewnianą pałką ucieram płatki z cukrem, dodając do smaku cytrynę. Trzemy tak długo, aż rozpuści się cukier - co w wolnym tłumaczeniu oznacza całą wieczność. Ja tarłam jakieś 30 minut, a i tak w płatkach pozostał drobny cukier. W międzyczasie dodajemy do smaku sok z cytryny.
Słoiczki - najlepiej małe - oraz pokrywki wygotowuję ok. 10 minut (na dno garnka kładę pieluszkę tetrową). W tak przygotowane słoiki wkładam konfiturę. Pokrywki przecieram spirytusem. Zakręcam. Trzymam w lodówce. Przepis znalazłam w dodatku chyba do "Naj" z zeszłego roku z przepisami na różnego rodzaju przetwory. Zwiększyłam ilość cukru o 10 dkg.
czwartek, 10 czerwca 2010
Drożdżowe według babci Jasi
Prawdziwe Drożdżowe to dla mnie to, które piecze babcia. Nie za słodkie, z niewielką ilością rodzynek i delikatnie przypieczoną skórką... Długo wyrabiane, rośnie trzykrotnie. Robione z ilości składników jak dla mnie hurtowych - bo m.in. z kilograma mąki. Sama na razie nie mam tyle sił i chęci, by zamknąć się w kuchni na tak długo (szczególnie gdy za oknem taka pogoda).
Wczoraj postanowiłam, że Małgosia pozna wreszcie swoją prababcię i wybrałam się do moich dziadków. W kuchni czekał na mnie najprostszy, letni obiad w postaci ziemniaków, jajka sadzonego z zieloną pietruszką prosto z ogródka i zsiadłego mleka. A na deser.... Prawdziwe Drożdżowe! Dostałam całą blachę do domu :-)
Dzień spędziłam pod chmurką w babcinym ogrodzie.
Drożdżowe według babci Jasi
Składniki:
- 1 kg mąki
- kostka masła
- 3 łyżki oleju
- 5 dkg drożdży
- szklanka mleka
- 5 jajek
- 8 łyżek cukru (można dać więcej - nawet dwa razy tyle; ciasto wychodzi raczej niesłodkie)
- szczypta soli
- cukier waniliowy
- rodzynki
Przygotowanie:
Mleko grzejemy, aby było letnie. Rozcieramy drożdże z półtorej łyżki cukru, dodajemy mleko, szklankę mąki i sól i robimy zaczyn. Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 40 minut, aby podwoił swoją objętość. Jajka ucieramy z resztą cukru i cukrem waniliowym. Masło rozpuszczamy i studzimy. Następnie dodajemy do reszty składników. Wlewamy olej. Mieszamy najpierw łyżką a potem wyrabiamy ręką, aż ciasto zacznie od niej odstawać. Odstawiamy aż wyrośnie. Gdy podwoi swoją objętość (po ok. półtorej - dwóch godzinach) znów lekko ugniatamy i w tym samym naczyniu ponownie odstawiamy do wyrośnięcia. Potem przekładamy do blaszki nasmarowanej olejem (z podanej ilości składników wyszła duża prostokątna blacha i długa forma keksowa). Znów czekamy aż ciasto podrośnie. Pieczemy ok. 40 minut w 150 stopniach. Zajadamy aż nam się uszy trzęsą.
Wczoraj postanowiłam, że Małgosia pozna wreszcie swoją prababcię i wybrałam się do moich dziadków. W kuchni czekał na mnie najprostszy, letni obiad w postaci ziemniaków, jajka sadzonego z zieloną pietruszką prosto z ogródka i zsiadłego mleka. A na deser.... Prawdziwe Drożdżowe! Dostałam całą blachę do domu :-)
Dzień spędziłam pod chmurką w babcinym ogrodzie.
Drożdżowe według babci Jasi
Składniki:
- 1 kg mąki
- kostka masła
- 3 łyżki oleju
- 5 dkg drożdży
- szklanka mleka
- 5 jajek
- 8 łyżek cukru (można dać więcej - nawet dwa razy tyle; ciasto wychodzi raczej niesłodkie)
- szczypta soli
- cukier waniliowy
- rodzynki
Przygotowanie:
Mleko grzejemy, aby było letnie. Rozcieramy drożdże z półtorej łyżki cukru, dodajemy mleko, szklankę mąki i sól i robimy zaczyn. Odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 40 minut, aby podwoił swoją objętość. Jajka ucieramy z resztą cukru i cukrem waniliowym. Masło rozpuszczamy i studzimy. Następnie dodajemy do reszty składników. Wlewamy olej. Mieszamy najpierw łyżką a potem wyrabiamy ręką, aż ciasto zacznie od niej odstawać. Odstawiamy aż wyrośnie. Gdy podwoi swoją objętość (po ok. półtorej - dwóch godzinach) znów lekko ugniatamy i w tym samym naczyniu ponownie odstawiamy do wyrośnięcia. Potem przekładamy do blaszki nasmarowanej olejem (z podanej ilości składników wyszła duża prostokątna blacha i długa forma keksowa). Znów czekamy aż ciasto podrośnie. Pieczemy ok. 40 minut w 150 stopniach. Zajadamy aż nam się uszy trzęsą.
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie
wtorek, 8 czerwca 2010
Weekendowe gofry
Było słonecznie, zielono, radośnie. Długi spacer po nałęczowskich polach i lasach, wata cukrowa, swojski chleb na zakwasie, spanie do południa i dużo dużo tlenu! Wieczorem masaż i kąpiel w błocie - taki weekend mógłby trwać wiecznie :-)
Ale zanim wyjechaliśmy zrobiłam prawdziwe weekendowe śniadanie - Gofry belgijskie. Poprzedniego dnia zakręciłam ciasto. Rano dom pachniał wanilią...

Przepis na gofry belgijskie cytuję za Liską (która z kolei podaje jako źródło: King Arthur Flour), dodając swoje modyfikacje.
Ale zanim wyjechaliśmy zrobiłam prawdziwe weekendowe śniadanie - Gofry belgijskie. Poprzedniego dnia zakręciłam ciasto. Rano dom pachniał wanilią...
Przepis na gofry belgijskie cytuję za Liską (która z kolei podaje jako źródło: King Arthur Flour), dodając swoje modyfikacje.
Gofry belgijskie
Składniki:
- 1 1/2 kubka mleka
- 85 g masła
- 2 do 3 łyżek (60 g ) syropu klonowego (dałam 4 łyżki cukru brązowego zamiast syropu - J.)
- 2 łyżki białego cukru
- 3/4 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam cukru waniliowego z prawdziwą wanilią - J.)
- 2 duże jajka
- 2 kubki mąki pszennej
- 1 1/2 łyżeczki suszonych drożdży instant (zamiast suszonych dodałam 20 gr świeżych drożdży - J.)
- 85 g masła
- 2 do 3 łyżek (
- 2 łyżki białego cukru
- 3/4 łyżeczki soli
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam cukru waniliowego z prawdziwą wanilią - J.)
- 2 duże jajka
- 2 kubki
- 1 1/2 łyżeczki suszonych drożdży instant (zamiast suszonych dodałam 20 gr świeżych drożdży - J.)
Przygotowanie:
Podgrzewam mleko, tak aby było gorące. Wcześniej odlewam ok. 6 łyżek letniego mleka i mieszam z drożdżami roztartymi z 2 łyżkami białego cukru. Odstawiam drożdże, aby "ruszyły". Mleko wlewam do dużej miski (na tyle dużej, aby ciasto z niej nie wypłynęło gdy będzie rosnąć - powinno podwoić swoją objętość). Dodaję do tego masło, cukier (dla mnie gofry były za mało słodkie - można spokojnie dać więcej cukru), sól i cukier waniliowy. Czekam aż masło się roztopi. Dodaję jajka, mąkę i drożdże. Mieszam łyżką (w cieście mogą zostać niewielkie grudki). Odstawiam ciasto do wyrośnięcia na ok. godzinę. Po tym czasie można już robić gofry. Ja wstawiłam wyrośnięte ciasto na noc do lodówki i piekłam gofry następnego dnia. Rozgrzewam gofrownicę. Przed wlaniem ciasta cienko smaruję wkład olejem. Piekę ok. 7 minut (czas pieczenia zależy od gofrownicy). Ilość wlewanego ciasta też zależy od tego, jaką mamy gofrownicę. U mnie było to ok. 3/4 kubka, ale zanim doszłam do wprawy, gofry powychodziły dosyć koślawe - co widać na fotkach :-). Zjedliśmy je z cukrem pudrem, dżemem z jasnych śliwek i serkiem homogenizowanym.
Smacznego!
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie,
Kolacje i śniadania
czwartek, 27 maja 2010
Tarta z jabłkami i twarogiem z pigwowym akcentem :-)
Jabłka, twaróg, jogurt i ciut nalewki pigwowej mojego M. - to podstawa naszej Tarty jabłkowej. Deser wyszedł nie za słodki, aromatyczny, lekki... Polecam go tym, którzy dbają o linię albo nie przepadają za zbyt słodkimi ciastami. Jak podaje "Sól i Pieprz" jeden kawałek tarty ma tylko 250 kcal!
Wczoraj pierwszy raz obchodziłam Dzień Mamy (ze mną w roli głównej!). Właśnie z tej okazji upiekłyśmy z maleńką Małgosią (ona pomagała tym że była i nie marudziła ani nie płakała :-) słoneczną tartę. Tym razem zainspirowało nas czasopismo "Sól i Pieprz" numer 4/2010.
Tarta z jabłkami i twarogiem
Składniki:
- 200 gr mąki
- 150 gr masła
- 1 łyżka cukru
- szczypta soli
- 200 ml białego wina (u nas dwa kieliszki nalewki pigwowej)
- sok z 1 cytryny
- 1 jajko
- 1 białko (u nas po prostu 2 całe jajka)
- 2 łyżki cukru pudru ( u nas 7 łyżek)
- 350 gr twarogu
- 150 gr jogurtu
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- cynamon
Przygotowanie:
Zagniatam ciasto z mąki, łyżki cukru, 125 gr masła, 2 łyżek zimnej wody i szczypty soli. Chłodzę w lodówce ok. godziny (w oryg. przepisie 30 minut). Jabłka obieram, kroję na ćwiartki a następnie na dość cienkie paseczki (ok. 5 mm - jeśli są zbyt cienkie, jabłka pieką się na "gumowo"). W rondelku gotuję 200 ml wody z sokiem z połowy cytryny i nalewką pigwową. Tą miksturą zalewam jabłka i odstawiam. W tym czasie przygotowuję masę serową. Ser mielę w malakserze (w oryg. przepisie należy go po prostu rozdrobnić, ale ja lubię gładko zmielony twaróg). W misce ubijam białka z cukrem pudrem. Do sera dodaję jogurt, 2 żółtka, sok z połowy cytryny i 2 łyżki mąki ziemniaczej i dokładnie mieszam. Na końcu wlewam białka i delikatnie łączę z pozostałymi składnikami.
Blaszkę wykładam cienko ciastem, formuję brzegi na ok. 2-3 cm. Na ciasto wlewam masę twarogową. Na masie układam dachówkowato odsączone na sitku jabłka. Na wierzchu układam płatki 25 gr masła i posypuję dwiema łyżkami ciemnego cukru. Wstawiam do piekarnika na ok. 50 min. Piekę w temp. 180 stopni (bez termoobiegu). Po wyjęciu z piekarnika posypuję cynamonem. Smacznego!
Wczoraj pierwszy raz obchodziłam Dzień Mamy (ze mną w roli głównej!). Właśnie z tej okazji upiekłyśmy z maleńką Małgosią (ona pomagała tym że była i nie marudziła ani nie płakała :-) słoneczną tartę. Tym razem zainspirowało nas czasopismo "Sól i Pieprz" numer 4/2010.
Tarta z jabłkami i twarogiem
Składniki:
- 200 gr mąki
- 150 gr masła
- 1 łyżka cukru
- szczypta soli
- 200 ml białego wina (u nas dwa kieliszki nalewki pigwowej)
- sok z 1 cytryny
- 1 jajko
- 1 białko (u nas po prostu 2 całe jajka)
- 2 łyżki cukru pudru ( u nas 7 łyżek)
- 350 gr twarogu
- 150 gr jogurtu
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- cynamon
Przygotowanie:
Zagniatam ciasto z mąki, łyżki cukru, 125 gr masła, 2 łyżek zimnej wody i szczypty soli. Chłodzę w lodówce ok. godziny (w oryg. przepisie 30 minut). Jabłka obieram, kroję na ćwiartki a następnie na dość cienkie paseczki (ok. 5 mm - jeśli są zbyt cienkie, jabłka pieką się na "gumowo"). W rondelku gotuję 200 ml wody z sokiem z połowy cytryny i nalewką pigwową. Tą miksturą zalewam jabłka i odstawiam. W tym czasie przygotowuję masę serową. Ser mielę w malakserze (w oryg. przepisie należy go po prostu rozdrobnić, ale ja lubię gładko zmielony twaróg). W misce ubijam białka z cukrem pudrem. Do sera dodaję jogurt, 2 żółtka, sok z połowy cytryny i 2 łyżki mąki ziemniaczej i dokładnie mieszam. Na końcu wlewam białka i delikatnie łączę z pozostałymi składnikami.
Blaszkę wykładam cienko ciastem, formuję brzegi na ok. 2-3 cm. Na ciasto wlewam masę twarogową. Na masie układam dachówkowato odsączone na sitku jabłka. Na wierzchu układam płatki 25 gr masła i posypuję dwiema łyżkami ciemnego cukru. Wstawiam do piekarnika na ok. 50 min. Piekę w temp. 180 stopni (bez termoobiegu). Po wyjęciu z piekarnika posypuję cynamonem. Smacznego!
piątek, 21 maja 2010
Kruche z rabarbarem
Kiedyś dawno temu pod starym krzakiem agrestu na naszym podwórku rosły pęki rabarbaru. Rabarbar nie był u nas poważany i nie wzbudzał powszechnego zachwytu. Mimo, że po południu nadawał kuchni aromatu rabarbarowego kompotu a wieczorami raczył nas kwaśnym smakiem w cieście biszkoptowym.
Pewnego roku rabarbar zmarzł, zmarniał - zrezygnował z naszej kuchni i podwórka. Dopiero wtedy został naprawdę doceniony. Zabrakło aromatów i kwaskowego smaku. Od tamtego czasu minęło ładnych parę lat. W tym roku obiecałam sobie namówić Mamę na posadzenie w tym samym rogu działki kiści rabarbaru. Może moja Małgosia zapamięta majowe rabarbarowe zapachy z kuchni u Babci?
W naszym miejskim mieszkanku rabarbar gości głównie w ciastach.
Przepis na opisane niżej półkruche ciasto jest w moim brulionie od lat. Na tym samym spodzie piekę szarlotkę. Do zrobienia środka ciasta z mąką ziemniaczaną i cukrem zainspirowała mnie Ania ze Strawberries from Poland, która z kolei znalazła go u Liski.
Kruche z rabarbarem
Składniki:
- 3 szklanki mąki
- szklanka cukru
- 3 żółtka i 1 całe jajko
- łyżeczka proszku do pieczenia
- kostka masła
- ew. łyżka kwaśnej śmietany, jeśli ciasto jest za suche i nie chce się zagnieść
Środek:
- 80 dkg rabarbaru
- pół szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
Przygotowanie:
Do dużej miski wsypuję mąkę, cukier i proszek do pieczenia. Mieszam suche składniki. Do tego wkładam posiekane miękkie masło i wbijam jajko i żółtka. Szybko zagniatam. Chowam do lodówki na około godzinę. Blaszkę (24x35 cm) smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Z ciasta oddzielam 3/4 objętości i wylepiam tym blaszkę. Rabarbar mieszam w misce z cukrem i mąką ziemniaczaną. Wysypuję na ciasto. Na wierzch układam cienkie płatki ciasta (polecam rozpłaszczanie małych kawałków ciasta dłońmi). Płaty powinny przykrywać prawie całą powierzchnię ale nie szkodzi, jeśli zostaną niewielkie dziury. Ciasto piekę w piekarniku z termoobiegiem w temperaturze 150 stopni ok. 50 minut. Po wyjęciu posypuję cukrem pudrem.
Pewnego roku rabarbar zmarzł, zmarniał - zrezygnował z naszej kuchni i podwórka. Dopiero wtedy został naprawdę doceniony. Zabrakło aromatów i kwaskowego smaku. Od tamtego czasu minęło ładnych parę lat. W tym roku obiecałam sobie namówić Mamę na posadzenie w tym samym rogu działki kiści rabarbaru. Może moja Małgosia zapamięta majowe rabarbarowe zapachy z kuchni u Babci?
W naszym miejskim mieszkanku rabarbar gości głównie w ciastach.
Przepis na opisane niżej półkruche ciasto jest w moim brulionie od lat. Na tym samym spodzie piekę szarlotkę. Do zrobienia środka ciasta z mąką ziemniaczaną i cukrem zainspirowała mnie Ania ze Strawberries from Poland, która z kolei znalazła go u Liski.
Kruche z rabarbarem
Składniki:
- 3 szklanki mąki
- szklanka cukru
- 3 żółtka i 1 całe jajko
- łyżeczka proszku do pieczenia
- kostka masła
- ew. łyżka kwaśnej śmietany, jeśli ciasto jest za suche i nie chce się zagnieść
Środek:
- 80 dkg rabarbaru
- pół szklanki mąki ziemniaczanej
- 3/4 szklanki cukru
Przygotowanie:
Do dużej miski wsypuję mąkę, cukier i proszek do pieczenia. Mieszam suche składniki. Do tego wkładam posiekane miękkie masło i wbijam jajko i żółtka. Szybko zagniatam. Chowam do lodówki na około godzinę. Blaszkę (24x35 cm) smaruję masłem i wysypuję bułką tartą. Z ciasta oddzielam 3/4 objętości i wylepiam tym blaszkę. Rabarbar mieszam w misce z cukrem i mąką ziemniaczaną. Wysypuję na ciasto. Na wierzch układam cienkie płatki ciasta (polecam rozpłaszczanie małych kawałków ciasta dłońmi). Płaty powinny przykrywać prawie całą powierzchnię ale nie szkodzi, jeśli zostaną niewielkie dziury. Ciasto piekę w piekarniku z termoobiegiem w temperaturze 150 stopni ok. 50 minut. Po wyjęciu posypuję cukrem pudrem.
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie
środa, 19 maja 2010
Sernik z kajmakiem na poprawę humoru
Jak pokochać serniki? Upiec ten z kajmakiem! Nigdy nie przepadałam za tym rodzajem ciasta, ale ten przepis przekona do serników nawet najbardziej opornych. Kajmakowy serniczek jest pyszny i potrafi skutecznie poprawić senny nastrój w te deszczowe zimne majowe dni. Przepis na niego znalazłam u Liski.
Sernik z kajmakiem
Składniki:
- 60 dkg białego sera mielonego (ja kupiłam ser śmietankowy raz mielony, ale podobno najlepsze są te w wiaderkach trzykrotnie mielone)
- 3 jajka
- łyżka mąki pszennej
- 40 dkg masy krówkowej
- pół szklanki cukru
- cukier waniliowy
Spód:
- 130 gr kruchych ciastek (dałam 3/4 paczki digestive)
- 30 gr masła
- łyżka cukru
Ciastka mielę w blenderze. Dodaję cukier i ucieram z masłem. Wylepiam tym foremkę (ok. 24 cm). Dodatkowe smarowanie jej masłem jest niepotrzebne. Zapiekam spód w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem przez 10 minut.
Masło ucieram z cukrem, dodaję do tego mniej więcej 3/4 puszki masy kajmakowej a następnie po kolei jajka i po trochu sera białego. Wylewam masę na spód. Piekę w 170 stopniach przez ok. 50 minut. Po ostygnięciu sernika polewam go masą kajmakową i posypuję uprażonymi płatkami migdałowymi (prażyłam je na patelni). Masę do polania sernika przygotowuję następująco: podgrzewam łyżkę mleka, wrzucam kajmak i rozpuszczam to. Następnie dorzucam dwie łyżeczki masła i miksuję. Przed polaniem sernika wstawiam masę do lodówki, żeby trochę stężała. Sernik przed podaniem odpoczywał w mojej lodówce dobre 2 godziny.
Sernik z kajmakiem
Składniki:
- 60 dkg białego sera mielonego (ja kupiłam ser śmietankowy raz mielony, ale podobno najlepsze są te w wiaderkach trzykrotnie mielone)
- 3 jajka
- łyżka mąki pszennej
- 40 dkg masy krówkowej
- pół szklanki cukru
- cukier waniliowy
Spód:
- 130 gr kruchych ciastek (dałam 3/4 paczki digestive)
- 30 gr masła
- łyżka cukru
Ciastka mielę w blenderze. Dodaję cukier i ucieram z masłem. Wylepiam tym foremkę (ok. 24 cm). Dodatkowe smarowanie jej masłem jest niepotrzebne. Zapiekam spód w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem przez 10 minut.
Masło ucieram z cukrem, dodaję do tego mniej więcej 3/4 puszki masy kajmakowej a następnie po kolei jajka i po trochu sera białego. Wylewam masę na spód. Piekę w 170 stopniach przez ok. 50 minut. Po ostygnięciu sernika polewam go masą kajmakową i posypuję uprażonymi płatkami migdałowymi (prażyłam je na patelni). Masę do polania sernika przygotowuję następująco: podgrzewam łyżkę mleka, wrzucam kajmak i rozpuszczam to. Następnie dorzucam dwie łyżeczki masła i miksuję. Przed polaniem sernika wstawiam masę do lodówki, żeby trochę stężała. Sernik przed podaniem odpoczywał w mojej lodówce dobre 2 godziny.
poniedziałek, 17 maja 2010
Drożdżowe bez wyrabiania :)
Ostatnio w naszym domu często pachnie ciastem drożdżowym... Jeśli o mnie chodzi to jeden z najmilszych zapachów na świecie, bo kojarzy mi się nieodłącznie z wakacjami u Babci - ogródkiem pełnym kolorowych kwiatków pod oknem kuchennym, zabawą w pierwsze gotowanie w domku pod małym dębiakiem, zielonym groszkiem i malinami zrywanymi w ogródku.
Długo trwało zanim odważyłam się upiec drożdżowe. Zawsze wydawało mi się to bardzo trudne i przede wszystkim czasochłonne... Dlatego przed upieczeniem Prawdziwego Drożdżowego według przepisu Babci, postanowiłam poeksperymentować z prostszymi wersjami. Ostatnimi tygodniami pieczemy, jak je nazwałam, Ciasto drożdżowe bez wyrabiania. Przepis pochodzi z blogu Margotki. Znajdziecie go tutaj. A poniżej krótkie opowiadanie o mojej wersji tego ciasta z migdałową kruszonką z ciemnym cukrem.
Ciasto drożdżowe bez wyrabiania
Składniki:
Ciasto
- 4 żółtka
- 3 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- szklanka mleka
- 8 dkg drożdży
- 1/3 kostki masła
- rodzynki sułtanki i chilijskie albo kalifornijskie (ilość według upodobań :-)
- zapach pomarańczowy lub kandyzowana skórka pomarańczowa
Kruszonka
- dwie spore łyżki masła
- pokruszone płatki migdałów
- cukier brązowy
- mąka
(ilości produktów sypkich - takie żeby wyszły grudki kruszonki; ja daję około 6 łyżek cukru i 4 łyżek mąki)
Wykonanie:
Drożdże rozcieram z łyżką cukru w sporym naczyniu aż staną się płynne. Do tego wlewam lekko podgrzane mleko i mieszam, żeby drożdże się rozpuściły. Przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 15 minut do wyrośnięcia. Do dużej miski przesiewam mąkę, wrzucam żółtka i cukier, dolewam wyrośnięte drożdże i rozpuszczone, lekko przestudzone masło. Dorzucam też wcześniej namoczone rodzynki oraz zapach do ciast lub kandyzowaną skórkę pomarańczową. Wszystko to mieszam a potem wyrabiam krótko, żeby nie było grudek. Przygotowuję kruszonkę w niedużej miseczce. W tym celu rozcieram zimne masło z cukrem, mąką i pokruszonymi płatkami migdałowymi, aby powstały grudki kruszonki. Dużą blachę (u mnie 24x35 cm) smaruję masłem i wysypuję mąką. Do formy wykładam ciasto i posypuję kruszonką.
Zgodnie z oryginalnym przepisem wstawiam ciasto do lekko nagrzanego piekarnika - u mnie do 80 stopni z termoobiegiem na ok. 30 minut, żeby urosło (mniej więcej podwoiło swoją objętość). Następnie zwiększam temperaturę do 150 stopni i piekę ok. 40 minut. Po 15 minutach pieczenia w 150 stopniach przykrywam blachę folią aluminiową, żeby wierzch ciasta się nie spalił. Przed wyłączeniem piekranika upewniam się, czy ciasto jest dopieczone w środku, przekłuwając je cienkim drewnianym patyczkiem. Jeśli po wyjęciu jest suchy - ciasto gotowe!


Smacznego!
Długo trwało zanim odważyłam się upiec drożdżowe. Zawsze wydawało mi się to bardzo trudne i przede wszystkim czasochłonne... Dlatego przed upieczeniem Prawdziwego Drożdżowego według przepisu Babci, postanowiłam poeksperymentować z prostszymi wersjami. Ostatnimi tygodniami pieczemy, jak je nazwałam, Ciasto drożdżowe bez wyrabiania. Przepis pochodzi z blogu Margotki. Znajdziecie go tutaj. A poniżej krótkie opowiadanie o mojej wersji tego ciasta z migdałową kruszonką z ciemnym cukrem.
Ciasto drożdżowe bez wyrabiania
Składniki:
Ciasto
- 4 żółtka
- 3 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- szklanka mleka
- 8 dkg drożdży
- 1/3 kostki masła
- rodzynki sułtanki i chilijskie albo kalifornijskie (ilość według upodobań :-)
- zapach pomarańczowy lub kandyzowana skórka pomarańczowa
Kruszonka
- dwie spore łyżki masła
- pokruszone płatki migdałów
- cukier brązowy
- mąka
(ilości produktów sypkich - takie żeby wyszły grudki kruszonki; ja daję około 6 łyżek cukru i 4 łyżek mąki)
Wykonanie:
Drożdże rozcieram z łyżką cukru w sporym naczyniu aż staną się płynne. Do tego wlewam lekko podgrzane mleko i mieszam, żeby drożdże się rozpuściły. Przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 15 minut do wyrośnięcia. Do dużej miski przesiewam mąkę, wrzucam żółtka i cukier, dolewam wyrośnięte drożdże i rozpuszczone, lekko przestudzone masło. Dorzucam też wcześniej namoczone rodzynki oraz zapach do ciast lub kandyzowaną skórkę pomarańczową. Wszystko to mieszam a potem wyrabiam krótko, żeby nie było grudek. Przygotowuję kruszonkę w niedużej miseczce. W tym celu rozcieram zimne masło z cukrem, mąką i pokruszonymi płatkami migdałowymi, aby powstały grudki kruszonki. Dużą blachę (u mnie 24x35 cm) smaruję masłem i wysypuję mąką. Do formy wykładam ciasto i posypuję kruszonką.
Zgodnie z oryginalnym przepisem wstawiam ciasto do lekko nagrzanego piekarnika - u mnie do 80 stopni z termoobiegiem na ok. 30 minut, żeby urosło (mniej więcej podwoiło swoją objętość). Następnie zwiększam temperaturę do 150 stopni i piekę ok. 40 minut. Po 15 minutach pieczenia w 150 stopniach przykrywam blachę folią aluminiową, żeby wierzch ciasta się nie spalił. Przed wyłączeniem piekranika upewniam się, czy ciasto jest dopieczone w środku, przekłuwając je cienkim drewnianym patyczkiem. Jeśli po wyjęciu jest suchy - ciasto gotowe!
Smacznego!
Etykiety:
Dla Mamy karmiącej,
Dobre bo słodkie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
